Rzecz dotyczy powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk "Ja, Diablica".
Polecam lekturę całości dyskusji na blogu "Tam gdzie mieszkają Wookies!", ku przestrodze. Moja odpowiedź ma być, jak się okazuje, cenzurowana przez autorkę bloga, taki odczytałam komunikat. Ciekawe, czy ją opublikuje.
Odpowiedz na ostatni komentarz autorki bloga.
Każdy ma prawo do wyrażania opinii i jestem ostatnią osobą, która by ci to prawo odbierała. Czym innym jednak jak już pisałam jest merytoryczna ocena powieści a czym innym są inwektywy i obelgi, którymi obrzucasz autorkę, starając się udowodnić coraz bardziej absurdalne tezy. Po pierwsze żadne wydawnictwo nie wydaje książek "po znajomości". W obecnych czasach jest to najbardziej naiwne i absurdalne twierdzenie z jakim się spotkałam. Wydawnictwo ma zarabiać na książkach, a redaktorzy i właściciele muszą być przekonani, że to co wydają ma szansę dobrze się sprzedać. Na rynku spotykamy książki "wartościowe", cenione przez wytrawnych czytelników i książki popularne, cenione przez ludzi, szukających rozrywki, chwili prostego wzruszenia, zdrowego śmiechu i chwili zapomnienia. Nie każdy czyta Eliade`go,czy Junga, albo pisma zebrane Malinowskiego.Przykładów może być wiele. Zarzut o wykorzystywanie znajomości jest więc w moim odczuciu oznaką lekkiej paranoi, bo fakt iż ktoś komuś dziękuje nie jest dowodem, że ten ktoś coś mu załatwił. Twoje "śledztwo" podobnie jak język jakim się posługujesz budzą we mnie niechęć, żeby nie powiedzieć odrazę. Obrażasz przy okazji inną autorkę, tropisz powiązania niczym owładnięty obsesją śledczy, który na siłę szuka dowodów na nieistniejące przestępstwo. Protekcjonalny ton twojej wypowiedzi świadczy o braku klasy. Gdy się coś upublicznia to trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje słowa. Nie tylko za opinie, ale za słowa, których się używa, bo łatwo jest kogoś zranić czy obrazić. Jeśli kiedykolwiek spróbujesz coś napisać zrozumiesz, że ostatnią rzeczą jakiej chciałabyś doświadczyć jest lżenie i obrażanie ciebie jako autorki przez pseudo recenzentów. Więcej szacunku dla ludzi pióra. Absurdalne jest też twierdzenie, że jeśli ktoś studiuje medycynę to nie potrafi pisać. To tak jak powiedzieć, że Jack London też nie potrafił pisać, bo miał mnóstwo zawodów, a nie miał wykształcenia. Ten argument przyznaję wywołał na mojej twarzy uśmiech. Nie będę się odnosić do sformułowań typu "indolencja umysłowa", bo przypisuję je twojemu zdenerwowaniu,ale najwyraźniej gdy nie masz argumentów, masz zwyczaj obrażać ludzi. Próbujesz obrazić mnie, gościa na twojej stronie, autorkę książki, jej przyjaciółkę, inną pisarkę, dwa wydawnictwa... hm... sporo tego jak na jedną recenzentkę. Piszę recenzentkę, bo tak tytułujesz swoją notkę : Recenzja napisana dla wydawnictwa WAB - i publikujesz ten swój zjadliwy tekst-recenzję na innych portalach. A więc jednak jest to recenzja, wbrew temu co piszesz. Gdybym była złośliwa, stwierdziłabym, że masz to ty masz bardzo osobisty stosunek do autorki książki, a twój tekst nie ma nic wspólnego z merytoryczną oceną powieści. Różnica między nami polega na tym, że nie obrzucam cię inwektywami, bo nie mam zwyczaju sięgać po słowa, które mają zastąpić sensowną dyskusję, a tobie najwyraźniej brakuje normalnych, cywilizowanych słów czy określeń. I jeszcze jedno. Nie czuję się obrażona, bo ktoś kto nie potrafi powściągnąć języka i stara się przenieść dyskusję do rynsztoka nie jest w stanie mnie obrazić.
Hm... A czy w obecnych czasach nie panuje wolność słowa? Tak tylko pytam, bo z tego, co czytam, to wynika, że nie.
OdpowiedzUsuńPoza tym oryginalny sposób na rozpoczęcie bloga. Dziwny i niezbyt zachęcający.